wtorek, 22 maja 2018

Deadpool 2, reż. David Leitch

Deadpool 2, reż. David Leitch

Jako komedia - świetne, uśmiałem się parę razy, a drugie tyle - uśmiechnąłem. Jak na człowieka, który nie ogląda komedii, bo nie są śmieszne, to naprawdę dobry wynik. Wyjątkowo dobry. Przemyślane i dopracowane dialogi, sporo akcji, oczywiście, jak zwykle przy takich produkcjach, perfekcja techniczna. Mnóstwo gagów, a sam główny bohater jakby trochę w cieniu, raczej inicjuje tok zdarzeń niż decyduje o czymkolwiek. Oczywiście w kluczowych momentach, to jednak on okazuje się tym "głównym".
Sporo tu wszelkiego rodzaju wątków mających uczynić z tego obrazu widowisko. Sporo też "kultury wyczerpania", powierzchowna ocena może prowadzić do wniosku, że nie ma już wiary w narrację filmową, że kino stało się "samoświadome" do cna, a widz na wskroś ironiczny, pełen tej samej niewiary. Jednak niezupełnie.
Fabuła prowadzi jednak przez klasyczne trzy akty, daje widzowi przemoc, śmiech i wzruszenie, a ostatecznie jest mocno zaangażowana. Powracające permanentnie wątki homoerotyczne sprawiają wrażenie, że niektóre sytuacje i postacie znalazły się tu tylko dlatego, żeby zadowolić część widowni wymagającej pewnego rodzaju poprawności. A widownię niewymagającą - rozbawić gagiem. To samo tyczy się aluzji popkulturowych, w pewnym momencie śmiech staje się równie pusty, jak autoironiczne komentarze z ekranu. Seans przypomina kabaret na żywo, te dowcipy usłyszane drugi raz już nie ubawią. W tym wszystkim jest mnóstwo doskonale zaprojektowanej komercji, która ani z ideologiami, ani z teoriami "końca narracji" nie ma wiele wspólnego. Jest jedynie pomysł, że na tym całym bałaganie można jeszcze trochę zarobić. I nie jestem pewien czy trzeciego Deadpoola będzie mi się chciało oglądać, bo sam pomysł jest raczej jednorazowy.
Reasumując: bawiłem się świetnie i polecam każdemu. Ale nie udawajmy, że powstało dzieło sztuki, czy nawet jakiś wybitnie nowatorski film. Seans spędziłem w świetnym nastroju, acz kwadrans po seansie przyłapałem się na tym, że ta recenzja jest jedynym powodem, dla którego jeszcze cokolwiek pamiętam z tego filmu. 

6/10

niedziela, 6 maja 2018

Jumanji: Welcome to the Jungle (Jumanji: Przygoda w dżungli), reż. Jake Kasdan

Jumanji: Welcome to the Jungle (Jumanji: Przygoda w dżungli), reż. Jake Kasdan

Szóstka, którą przyznaję, jest nieco naciąganą oceną. Film jest dowcipny i pomysłowy, chociaż idea "wkręcenia" w grę komputerową jest nienowa, co zresztą całkiem niedawno wyciągnął także Spielberg w Player One. Ostatecznie jednak bawiłem się nieźle, tematyka queerowa rozegrana jest ze smakiem, dialogi bywają interesujące, a baśniowość jest naprawdę baśniowa.
Z drugiej strony aktorstwo poniżej krytyki, sporo schematyzmu i efekciarstwa, a także nielogiczności (dlaczego np. wszystkie postacie z gry zachowują się schematycznie, podczas gdy główny antagonista ma zupełnie ludzką elastyczność?). Z dobrego serca ocena...

6/10

Rak ti Khon Kaen (Cmentarz wspaniałości), reż. Apichatpong Weerasethakul

Rak ti Khon Kaen (Cmentarz wspaniałości), reż. Apichatpong Weerasethakul

Pomimo wielu krajów zaangażowanych w tę produkcję, najważniejszy wydaje się udział Tajlandii, co znajduje odbicie w fabule. 
A fabuła jest przedziwna. Powiem szczerze, że z taką atmosferą się jeszcze nie spotkałem, przypomina "dziwadła" robione przez Paradżanowa, czy Makavejeva, tyle że zachowuje niepowtarzalny klimat. Wszystko dzieje się tu powoli i nie chodzi o to, co jest pokazywane. Trudno zmierzyć się z tym kinem nie znając historii Tajlandii i tamtejszej obyczajowości. Ludzie są tu jakby pogodzeni z tym co się dzieje, całkowicie wierzą duchom przodków, niespecjalnie przejmują się zarówno śmiercią czy śpiączką, jak i wybudzeniem z niej. Bardziej pociągają ich drobne codzienne przyjemności, obok których toczy się historia mistyczna i historia prywatna. Doprawdy obce, dziwne i bardzo interesujące. I mogę tego świata nie rozumieć, ale warto było się w nim zanurzyć.
Przyznaję siódemkę, ale tak naprawdę nie mam pojęcia jak ten film ocenić. Wiem jedynie, że jest wartościowy.

7/10

Heesaeng Boohwalia, reż. Kyung-taek Kwak

Heesaeng Boohwalia, reż. Kyung-taek Kwak

No nie jest to wielkie kino. Koncepcja powrotu mściwych umarłych jest ciekawa, ale ani etycznie, ani teoretycznie niczego nie wnosi. Jesteśmy prowadzeni od uwikłania w tajemnicę jednostki do jej rozwiązania - i tyle. Film akcji o moralności i wybaczeniu. Niespecjalnie to kupuję, napuszone nadto.

5/10

Woodshock, reż. Kate Mulleavy, Laura Mulleavy

Woodshock, reż. Kate Mulleavy, Laura Mulleavy

Naprawdę, z tak dobrą obsadą da się zrobić aż tak zły film. Około 1/3 zorientowałem się, że nie da się zrozumieć o co tu chodzi, a raczej że chodzi o nic. Potem oglądałem na przyspieszonym. Łażą, snują się, siedzą i patrzą w ścianę, gadają półsłówkami idiotyczne dialogi, a to wszystko thriller. Potem ona idzie do lasu i łasi się do drzew. Całej fabuły nie starczyłoby nawet na samą ekspozycję w innym filmie.

1/10

sobota, 28 kwietnia 2018

Mudbound, reż Dee Rees

Mudbound, reż Dee Rees

Bardzo solidny obraz amerykańskiego rasizmu z południa. Rozwija się dość niemrawo, ale warto doczekać nie tyle do zawiązania akcji, co do jej solidnego rozwinięcia. Nie jest to banalne rozliczenie ani potępienie czy pochwała jakiejś grupy etnicznej, a po prostu próba rzetelnego zrelacjonowania stanu faktycznego, który obowiązywał jeszcze niedawno, a ślady tego tlą się do dziś.
Dobrze rozwiązana dramaturgia, a tragedie pokazano bez ckliwości czy sztucznego patosu. Warte obejrzenia.
Trzeba tylko dobrze rozeznać się w retrospekcjach, żeby nie pogubić układów czasowych.

7/10

piątek, 27 kwietnia 2018

All the Money in the World (Wszystkie pieniądze świata), reż. Ridley Scott

All the Money in the World (Wszystkie pieniądze świata), reż. Ridley Scott

Nieźle zrobiony film, prawdopodobnie bliski faktom. Cóż jednak z tego wszystkiego (jak i z tego, że jest to inny Scott niż się przyzwyczailiśmy), skoro to kolejna historia obywatela Kane'a. Nawet wmontowanie w to porwania i oparcie na faktach nie czyni go arcydziełem, a jedynie solidną produkcją.

6/10

El secreto de Marrowbone (Tajemnica Marrowbone), reż. Sergio G. Sánchez

El secreto de Marrowbone (Tajemnica Marrowbone), reż. Sergio G. Sánchez 

Zanosiło się przez jakiś czas na dawno niespotykany dobry horror. Zwłaszcza, że doceniam hiszpański wkład do gatunku. Okazało się jednak, że to co w nim najlepsze było raczej pozorne, a końcówka mimo pomysłowości - rozczarowuje. Czuję się tyleż zaskoczony, co i zrobiony w konia (słowo "oszukany" byłoby trochę na wyrost). Poza tym grubo przekracza granice wiarygodności, część zachowań i sytuacji jest bzdurą. I wiem, że w horrorach ludzie zachowują się jak idioci, ale napisałem, że zapowiadał się dobry horror, a w końcu okazało się, że było jak zawsze. Czyli włażenie tam, gdzie nikt normalny by nie wszedł. 
Postać ojca jest w tym wszystkim najgłupsza, a jego kompletna niezdolność do rozwalenia młotkiem kilku dachówek to już kuriozum.
Trochę ratuje fakt użycia paru symboli. Cały dom jest oczywiście freudowski, a strych - najwyższa struktura - połączona jest z personifikacją superego. To samo dotyczy, choć mniej dokładnie, niższych struktur. Natomiast nigdy nie słyszałem o chorobie przebiegającej tak, jak w przypadku jednego z bohaterów.

5/10

niedziela, 22 kwietnia 2018

Prywatny ranking bondów

Subiektywny oczywiście i osobisty. Ale umiem go obronić :)

1. Operacja Piorun (Thunderball)
2. Szpieg, który mnie kochał (The Spy Who Loved Me)
3. Casino Royale
4. GoldenEye
5. Diamenty są wieczne (Diamonds are forever)
6. Goldfinger
7. Zabójczy widok (A View to Kill)
8. Doktor No
9. Jutro nie umiera nigdy (Tomorrow Never Dies)
10. Żyje się tylko dwa razy (You Only Live Twice)
11. Świat to za mało (The World Is Not Enough)
12. Spectre


To było w kolejności od najlepszego. A teraz parę najgorszych - od najgorszego:

1. Pozdrowienia z Rosji (From Russia with Love)
2. Śmierć nadejdzie jutro (Die Another Day)
3. Człowiek ze złotym pistoletem (The Man with the Golden Gun)
4. Skyfall
5. W obliczu śmierci (The Living Daylights)

Reszta jest jakoś pośrodku i wcale nie uważam, żeby film z Lazenbym był taki zły. Za najlepszego Bonda uważam Rogera Moore'a, następnie Conery'ego, potem Brosnana. Najgorszy w moim odczuciu jest Daniel Craig, nie dlatego, że to byłby zły aktor, on po prostu nie jest bondowski. Nie pasuje do konwencji. Dostaje niezłe scenariusze i robi z nimi co może najlepiej, ale to nie Bond.

piątek, 20 kwietnia 2018

Jo-jak-doen Do-si (Fabricated City), reż. Kwang-hyeon Park

Jo-jak-doen Do-si (Fabricated City), reż. Kwang-hyeon Park

Za dużo bujdy i za długi, niepotrzebie rozciągnięte pościgi i inne wątki oraz sekwencje, jednak oglądało się miło, bo wciągał. To taki poniekąd koreański Player One, co prawda bez tej ilości efektów komputerowych, ale całkiem sensowny. I raczej film dla młodzieży.

5/10

QEDA (Podzielony), reż. Max Kestner

QEDA (Podzielony), reż. Max Kestner

S-F. Film prawdopodobnie o czymś, to znaczy - z jakimś przesłaniem, itd. Niekonsekwentny logicznie, trochę ciągnący się, zakończony jakoś tak "po nic".

4/10

Vier gegen die Bank (Jak rozbić bank), reż. Wolfgang Petersen

Vier gegen die Bank (Jak rozbić bank), reż. Wolfgang Petersen

Czwórka nieudaczników planuje włamanie do banku. Dowcipy są nieśmieszne, fabuła nudna, od połowy oglądałem przeskakując, żeby w końcu dowiedzieć się, że to marna i pokrzywiona podróbka Vabank

2/10

La 4ª Compañía (4th Company), reż. Mitzi Vanessa Arreola, Amir Galván Cervera

La 4ª Compañía (4th Company), reż. Mitzi Vanessa Arreola, Amir Galván Cervera

Film sprzed dwóch lat, prawie nie da się go odnaleźć na Filmwebie (korzystałem z IMDB), ma 19 głosów i ocenę 4, a opisany jest jako film akcji. Nie do wiary.
Nic z opisu powyżej nie pasuje. Jest to ciężki dramat społeczny, obraz o przerażającej sytuacji prawnej w Meksyku. Stan więziennictwa, jaki został tu ukazany przekracza wyobrażenia. Skala korupcji, sposób traktowania ludzi, brak szacunku dla życia niemal wzięty z Desperado. Tyle, że tu fabuła oparta jest na faktach. Śledzimy losy bohaterów, z których każdy oprócz pięknych cech jest jednocześnie bandytą zdolnym do rzeczy najgorszych, "bo taki jest świat", bo tacy ci ludzie po prostu są. Nie przeszkadza nam to sympatyzować i kibicować tej ekipie. Nie jest to jednak ten rodzaj brudu, co w antywesternach z Eastwoodem, tu widzimy prawdziwe zło i zostajemy w rozkroku. W sekwencjach meczów są sportowe emocje, czekamy czy więźniowie wydostaną się na wolność, chcemy tego, ale czy ja naprawdę chciałbym, żeby tacy ludzie chodzili po ulicach? Jednocześnie kibicuję więc bohaterom i nie kibicuję. Skrajny, naturalistyczny realizm z całą uczciwością i konsekwencją budowania fabuły na faktach. Kolejny bardzo dobry film o latach 80.

8/10

Under Sandet (Pole minowe), reż. Martin Zandvliet

Under Sandet (Pole minowe), reż. Martin Zandvliet

Przyzwoicie zrealizowany film pacyfistyczny. Nie do końca przemawia do mnie wizja sympatycznych "dobrych Niemców", którzy są prześladowani przez złych Duńczyków, chociaż trzeba pamiętać, że okupacja Danii przebiegała zupełnie inaczej niż okupacja Polski. Stąd może inne podejście. Co do reszty - ogląda się nieźle, historia jest prosta, ale sensownie pokazana, no może to całe przesłanie jest nieco przedobrzone. 

6/10

The Nile Hilton Incident (Morderstwo w Hotelu Hilton), reż. Tarik Saleh

The Nile Hilton Incident (Morderstwo w Hotelu Hilton), reż. Tarik Saleh

Fares Fares jest już etatowym odtwórcą ról detektywów, to aktor bardzo charakterystyczny i dobrze grający. Trafiał na filmy głupawe (jak Wybawienie, które wbrew powszechnej opinii zjechałem na tym blogu), średnie (jak Zabójcy bażantów), tym razem trafił jednak bardzo dobrze. 
Mroczna i ciężka opowieść o arabskiej wiośnie, pokazująca tamten region jako miejsce brudne i skorumpowane, co więcej - staczające się z jednego dna na drugie. Historia prowadzona jest w przemyślany sposób, a ogląda się chwilami prawie jak reportaż. Nie jest to żadne kino rozrywkowe o super-glinie, tylko dramat społeczno polityczny. Zostawia z pytaniem, czy warto było robić cały ten tumult w północnej Afryce.

7/10

środa, 18 kwietnia 2018

Den of Thevies (Skok stulecia), reż. Christian Gudegast


Den of Thevies (Skok stulecia), reż. Christian Gudegast

Najlepiej zrobione g***no, jakie chyba oglądałem. Czasami śmiałem się z dialogów i sytuacji, bo były dowcipne, a czasami, bo były śmiertelnie poważne i śmiertelnie głupie. Na oba sposoby – wciągnęło mnie. Nie umiem powiedzieć, że to był dobry film, bo był durny, wtórny, sztuczny, przegięty i bezczelnie kiepski. Ale bawiłem się świetnie, chociaż, bynajmniej, nie jestem fanem „najgorszych filmów świata”. To jakaś jeszcze inna kategoria. Powinienem dać jedynkę, a daję piątkę. To tak, jak z kobietami: co za dupek, gardzę nim, nie wyjdę za niego, w łóżku było kiepsko i w ogóle jest do niczego, ale jakoś tak... daję mu.

5/10

niedziela, 15 kwietnia 2018

All I See Is You, reż. Marc Forster

All I See Is You, reż. Marc Forster

Czy to jest zgodnie z opisami trhiller - nie wiem. Na pewno nie pokrywa się z opisem z Filmwebu, bo kobieta właściwie niczego nie odkrywa. Odkrywa jej partner, a potem wiele się zmienia. 
To film, który bardzo zgrabnie operuje sztuką budowania i montażu scen, a także językiem czy też metaforą obrazu. Dobrze zagrany, przemyślnie poprowadzony, choć takich jest wiele. Tematycznie - to o tym, że są różni faceci. Niektórzy są wzorowymi mężami i ojcami, ale mają pewne cechy, które po jakimś czasie doprowadzają do katastrofy; kobiety zresztą podobnie, ale to już nie jest o tym opowieść.
Myślę, że warto zobaczyć, chociaż za mistrzowskim budowaniem obrazu filmowego nie podąża głębsza treść. A może nawet i głęboka, tylko nie jakoś szczególnie.

6/10

Kryptonim HHhH, reż. Cédric Jimenez

Kryptonim HHhH, reż. Cédric Jimenez

W przeciwieństwie do Anthropoid ten film po pierwsze pokazuje mentalność zapiekłych nazistów i ich konflikty wewnętrzne (zagryzali się tam strasznie), po drugie - położono wielką staranność na zbliżenie do faktów. Kilka drobnych przeinaczeń nie powinno zakłócać tego odbioru. Czechosłowackie społeczeństwo też jest oddane uczciwiej - bez tonu pogardy, ale i bez specjalnego mitologizowania, oddzielono ruch oporu i groźne lub co najwyżej obojętne masy. No i sama realizacja - bez zarzutu, przynajmniej ja niczego nie wyłapałem.

7/10

You Were Never Really Here (Nigdy cię tu nie było), reż. Lynne Ramsay

You Were Never Really Here (Nigdy cię tu nie było), reż. Lynne Ramsay

Sam klimat to za mało, żeby usprawiedliwić film, w którym bohater głównie chodzi, siedzi, stoi, jedzie samochodem, znowu siedzi. Trochę chaotycznych retrospekcji to nie jest zdrowe niedopowiedzenie, to właśnie chaos. Niby muzyka świetna, niby nastrojowość jak należy, jednak sprawia wrażenie sztucznie rozrzedzonego, niekonsekwentnego i wypełnionego z jednej strony nadmiarem przemyśleń, z drugiej - nadmiarem przemilczeń. "Thriller poetycki", rzekłbym. Nie wiem, czy to dobry pomysł...

5/10

Free Fire, reż. Ben Wheatley

Free Fire, reż. Ben Wheatley

Dużo do siebie strzelają i mają jakieś żale. Kilka zaskoczeń na siłę, przez cały film kule latają gęsto, ale są tylko ranni, a potem nagle trup zaczyna się słać. E tam.

3/10

The Commuter (Pasażer), reż. Jaume Collet-Serra

The Commuter (Pasażer), reż. Jaume Collet-Serra

Ten całkiem niezły "dreszczowiec akcji" nadpsuty jest przez okropnie zrobioną scenę wypadku kolejowego. Parę innych niedociągnięć, w tym scenariuszowe, usprawiedliwionych jest nawiązaniem do konwencji "zagadki zamkniętego pokoju" z nieźle pomyślanymi sposobami odcięcia bohaterów od świata zewnętrznego. Nie ma uproszczeń w stylu Na granicy, gdzie po prostu okazuje się, że nie ma zasięgu. Tu jest dużo ciekawiej, chociaż przez to mniej życiowo. Ktoś pomyślał nad tym i nawet jeśli nie domyślał do końca, to zrobił porządny rozrywkowy film.

6/10

niedziela, 8 kwietnia 2018

John Stratton, reż. Simon West

John Stratton, reż. Simon West

To ten sam Simon West, który reżyserował zeszłorocznego Świętego, w sposób zresztą makabryczny. Tu jest nie tyle nieco lepiej, co po prostu trochę mniej źle. Sensacja, strzelaniny, chyba nieco wyższy budżet. Ale zachęcać nikogo nie zamierzam, a czwórka jest nieco i tak naciągana.

4/10

sobota, 7 kwietnia 2018

Shockwave, reż. Nick Lyon

Shockwave, reż. Nick Lyon

Zachęcony ocenami na IMDB, powyżej szóstki (bo na Filmwebie chyba jeszcze nie ma tego), sięgnąłem. I zawiodłem się strasznie. Co więcej, skrócony opis w tym serwisie, jak się okazuje, nie przystaje do treści filmu. Od początku jest nie do oglądania. Brak logiki, brak konsekwencji. Rozwalają się tylko duże miasta oraz... Yellowstone. To tylko jeden z tricków fabularnych, które są już tak ograne, że niezdatne do oglądania. Całość jest niemiłosiernie schematyczna. Efekty specjalne są robione chyba analogowo, bo wyglądają jak w filmach z lat 50. Do tego, po raz kolejny, odkrywam, że istnieją filmy akcji, w których jest sporo momentów do przewijania, bez poczucia straty. Co powinno być przecież niemożliwe. Im dalej tym gorzej. Żal.

2/10

Bad Genius, reż. Nattawut Poonpiriya

Bad Genius, reż. Nattawut Poonpiriya

Film o tym, jak zrobić biznes ze ściągania na egzaminach. Odradzam.

2/10

Only the Brave (Tylko dla odważnych), reż. Joseph Kosinski

Only the Brave (Tylko dla odważnych), reż. Joseph Kosinski

Film jest pomnikiem dla poległych strażaków, dobrze, że powstał i że zachowano o nich pamięć. Jest to więc obraz ważny i poważny, a także "słuszny" i potrzebny. Jednak sam w sobie jako film jest niestety średni. Za długi, nazbyt osobisty, składający się w znacznej części z nic nie wnoszących dialogów i scenek rodzinnych. Jasne, takie tło jest potrzebne, żeby poznać bohaterów, ale po którejś tam scenie tego rodzaju nie poznaję już lepiej postaci, tylko przynudzam się. To dość poważna wada i nawet szkoda, bo tej historii należała się lepsza produkcja.

5/10

Chai dan zhuan jia (Shock Wave), reż. Herman Yau

Chai dan zhuan jia (Shock Wave), reż. Herman Yau

Przeciętne kino akcji o policjantach rozbrajających ładunki wybuchowe. Wszystko jest tam do przesady, ale nawet daje się oglądać. Trudno cokolwiek więcej o tym filmie napisać.

5/10

The Titan, reż. Lennart Ruff

The Titan, reż. Lennart Ruff

Rozczarowujący melodramat S-F, składający się w większości z ujęć ludzi patrzących na siebie. Jest też parę strzelanin i kupa absurdu na temat możliwości zasiedlenia Tytana. Nie jest całkiem źle, ale niewystarczająco na cokolwiek więcej niż trójka.

3/10

piątek, 6 kwietnia 2018

The Shape of Water (Kształt wody), reż. Guillermo del Toro

The Shape of Water (Kształt wody), reż. Guillermo del Toro

Głębokie rozczarowanie. To jest znowu del Toro bliższy Pacific Rim niż Labiryntu Fauna. Zaczynam powoli mieć go za szarlatana lub ewentualnie - karierowicza. Film ma charakter wybitnie komercyjny, wpisujący się w posthumanistyczne narracje (nie znoszące terminu "narracja"), do cna jest propagandowy. Postacie są czarno-białe, a usprawiedliwianie tego konwencją "baśni dla dorosłych" nie działa, jeśli tylko widziało się choćby Pentameron
Czekam, kiedy ten reżyser, zapowiadający się na wybitnego, nakręci kolejną część szmiry z serii Transformers, w której Optimus Prime okaże się kobietą ze skrzelami.

4/10

środa, 4 kwietnia 2018

La ragazza nella nebbia (Dziewczyna we mgle), reż. Donato Carrisi

La ragazza nella nebbia (Dziewczyna we mgle), reż. Donato Carrisi

Film, w którym ktoś udaje, że skandynawski typ kryminału (zużyty, zajechany od lat do filcu, schematyczny) może stać się włoskim czy innym tam typem kryminału, w którym ktoś wyciera sobie buzię marką Toniego Servilli, wytworzoną zresztą przez tego szarlatana i ściemniacza Sorrentino, i w którym po godzinie wiemy, że chodzi tylko o to, żeby na sam koniec wk***ić widza zakończeniem. I znamy to zakończenie. Marnowanie czasu.

2/10

The Killing of a Sacred Deer (Zabicie świętego jelenia), reż. Yorgos Lanthimos

The Killing of a Sacred Deer (Zabicie świętego jelenia), reż. Yorgos Lanthimos

Film biblijny. Czytelna metafora potwornego biblijnego poczucia sprawiedliwości, a także wiele ostentacyjnych nawiązań do postaci Chrystusa i traktowania go przez innych, w tym jego rzucająca się w oczy brzydota i wejście w rolę ofiary. Ofiary docelowo jednak mściwej i ordynarnie bezwzględnej. 
Zachowania bohaterów są oczywiście irracjonalne, być może na poziomie symbolicznym motywowane także innymi mitologiami, nie tylko biblijną. Ale to metafora. Dlatego nie należy zadawać zbyt wielu pytań, np. dlaczego nie zasięgnięto porady specjalisty i dlaczego bohater nie odebrał podarowanego wcześniej zegarka, a także nie powyrzucał otrzymanych od intruza przedmiotów. Można nie znać tej teorii, ale wystarczy znać Dziecko Rosemary. Jak wspomniałem - to wszystko liczy się mniej, jeśli przyjmiemy autorskie rozegranie biblijnej sprawiedliwości i jej bezwzględny osąd. To, co podoba mi się najbardziej, to przedstawienie "nowotestamentowego boga" jako potwora równie okrutnego, jak "bóg starotestamentowy". Wbrew przyjętej poetyce komentarzy na ten temat. 
I może ktoś powie, że oceniłem nisko, ale ten film po prostu nic mi nie powiedział. A metafora jest na zbyt wysokim levelu poetyckim, żeby oglądało się to dobrze po prostu jako fabułę.

5/10