wtorek, 16 stycznia 2018

Megan Leavey, reż. Gabriela Cowperthwaite

Megan Leavey, reż. Gabriela Cowperthwaite

Ocenę osiem daję z pewnym wahaniem, nie będę się upierał, że tu się należy więcej niż siódemka. Opowieść jest jednak świetnie skonstruowana, zajmująca i co bardzo ważne - oparta na faktach.
Mowa tu o wielu ważnych rzeczach, pokazano wojnę od zaplecza, bez naciągania, ale i bez przesady. Zwłaszcza podobają mi się portrety psychologiczne postaci, nie umiałbym się przyczepić do żadnego szczegółu. Poza ludźmi świetnie zagrały także psy, należy więc docenić także pracę tych, którzy je reżyserowali.
Inna sprawa: uczciwie ukazano zachowania i postawy kobiet i mężczyzn, nie ma tu jednak ani śladu nachalnego feminizmu. Jest za to sporo gorzkich spostrzeżeń na temat funkcjonowania armii, choć przecież także wiele dumy. Nic nie jest ostatecznie czarne ani białe, nic nie jest też przejaskrawione czy pomijane. Jest po prostu realizm, a przynajmniej ja w to wierzę. Przekonali mnie.

8/10

Infinity Chamber, reż. Travis Milloy

Infinity Chamber, reż. Travis Milloy

Niskobudżetowe SF z gatunku antyutopii, od pewnego momentu mocno psychodeliczne. Sens tej fabuły wydaje mi się nierozstrzygalny, twórcy postanowili zapętlić tak, żeby nie dało się pogodzić ze sobą wszystkich elementów. Dzięki temu ogląda się nieco lepiej, ale też nieco gorzej. Trochę to wygląda na wypełnianie luk z braku lepszych pomysłów fabularnych.
Nie jest jednak tak źle, tego rodzaju niskobudżetówki zwykle mają charakterystyczny klimat i jeśli się to lubi, to da się obejrzeć. 

4/10

Un petit boulot (Zabójczy Jacques), reż. Pascal Chaumeil

Un petit boulot (Zabójczy Jacques), reż. Pascal Chaumeil

Komedyjka kryminalna, raczej w europejskim niż amerykańskim stylu, momentami zabawna, momentami wzruszająca, czasem trzymająca w napięciu, ale nic poza tym. Nie żałuję, że oglądałem, ale i spodziewałem się więcej.

5/10

Sweet Virginia, reż. Jamie M. Dagg

Sweet Virginia, reż. Jamie M. Dagg

Kameralny dramat, w którym osąd moralny kilka razy zostaje odwrócony siłą paradoksu i argumentów. Niejeden powie, że obraz jest kiepski (ocena z Filmwebu - 5,8, tam to jest raczej nisko), bo spodziewał się thrillera. Jest, owszem, ale pod tym jest bardzo gruba warstwa, będąca zasadniczym budulcem filmu. Chodzi o dobro i zło, etykę, czy nawet moralność. Jak na stosunkowo proste kino o charakterze mimo wszystko rozrywkowym, jest to opowieść zaskakująco głęboka. Może nie jak u Bergmana, ale - zaznaczyłem - to dzieło komercyjne, do tego zapewne bez szalonego budżetu. Dlatego daję szóstkę, u mnie to raczej wysoko. 
Ostatecznie kara i wybaczenie przychodzą nie do tych, których zdaje się wskazywać historia z początku.
Bardzo dobrze zagrany. I nawet z morałem...

6/10

Super Dark Times, reż. Kevin Phillips

Super Dark Times, reż. Kevin Phillips

Można oczywiście nazwać to dreszczowcem, zresztą z całkowitą słusznością. Jednak jest to znakomicie narysowany dramat psychologiczny o dorastaniu, komunikacji i przekraczani niespodziewanych progów. Jestem skłonny uwierzyć, że taka historia potoczyłaby się dokładnie w sposób, w jaki ją pokazano.
Warto wytrzymać przydługą ekspozycję, bo naprawdę poznajemy w ten sposób bohaterów i jest to konieczne dla uwiarygodnienia dalszego ciągu. A dalszy ciąg znienacka staje się coraz bardziej mroczny i emocjonujący. Świetnie przeprowadzone budowanie napięcia, bez stereotypowych rozwiązań.

7/10

Maigret in Montmartre, reż. Thaddeus O'Sullivan

Maigret in Montmartre, reż. Thaddeus O'Sullivan

W kategorii filmów telewizyjnych jest to arcydzieło, biorąc pod uwagę z jakim pietyzmem zadbano tu o scenografie, wnętrza, stroje, pojazdy, plenery, rekwizyty - oddające epokę, w której toczy się akcja. 
Postać Maigreta budowana jest konsekwentnie, choć czwarty film z serii ma już trzeciego reżysera. Z nowości - Atkinson ze dwa - trzy razy parodiuje Fasolę, jest autoironiczny. Ale to tylko krótkie momenty, które nie psują atmosfery i konsekwencji budowania tego świata. 
Śledztwo jest oczywiście powikłane i trzeba oglądać z uwagą. Odrobinę popracowano nad charakterami współpracowników Maigreta, stali się nieco bardziej wyraziści. Ogólnie - świetny kryminał z dobrą atmosferą.

7/10

Crooked House (Dom zbrodni), reż. Gilles Paquet-Brenner

Crooked House (Dom zbrodni), reż. Gilles Paquet-Brenner

Do wad tego filmu można zaliczyć przewidywalność. To nieprawda, że tak trudno wpaść na to, "kto zabił". I być może scenariuszowo czy reżysersko można by spróbować utrzymać tajemnicę dłużej, ale wina jest przecież w dużej części po stronie pierwowzoru Agathy Christie.
I to koniec, jeśli chodzi o wady. Film jest dobrze zagrany, atmosfera jest naprawdę ponura, plenery, rekwizyty oraz stroje - świetne. Doskonale wyczuwalny klimat tuż po wojnie, zagrożenie atomowe, naprawdę dojrzała fabuła późnej Christie.
Warto dodać, że to już drugi film reżyserowany przez Paquet-Brennera, który tu opisuję i oba wysoko oceniam, chodzi o Dark Places


7/10

Bullet Head, reż. Paul Solet

Bullet Head, reż. Paul Solet

Słabiutko. Niejeden widz da się przyciągnąć nazwiskami (Malkovich, Brody, Banderas), ale cała reszta to wyłącznie oszczędności. Nawet sceny z psami słabo zaaranżowane, gdzie mogło się coś zdarzyć, tam kamera patrzy w inną stronę.
Pomysł jest nawet ciekawy, ale to kompletnie amatorskie kino.

3/10

sobota, 6 stycznia 2018

Manchester by the Sea, reż. Kenneth Lonergan

Manchester by the Sea, reż. Kenneth Lonergan

Długo nie mogłem się za ten film zabrać z powodu głupiego tytułu. Jak tak można? Pewnie stąd miałem i uprzedzenia, poza tym nie ufam obyczajówce z takimi wysokimi ocenami (7,7 na Filmwebie). 
Nie było jednak źle, a nawet w sumie lepiej niż dobrze. Przede wszystkim bardzo mnie zainteresowały portrety psychologiczne, niezwykle wiarygodne i konsekwentne. Jest to w dużym stopniu film o śmierci, widzianej od strony życia (co nie jest w kinie przecież oczywistością). O tym na przykład, jak śmierć wpływa na relacje między ludźmi. O tym także, co w nich zmienia w środku. Tyle że to nieco ckliwe, głównie przez parę zupełnie niepotrzebnych tanich chwytów (najgorzej wypadło użycie adagia Albinoniego, to już przesada). 
Ogólnie jednak daje to do myślenia, jest świetnie zagrane i choć nie dostałem oczekiwanej rewelacji, to jednak bardzo dobre kino.
Premiera polska na początku 2017.

7/10

Geostorm, reż. Dean Devlin

Geostorm, reż. Dean Devlin

Bardzo widowiskowe kino, z walącymi się miastami, zamarzającymi i zalewanymi tsunami, a jednocześnie z akcją w Kosmosie. Byłem przygotowany na jakąś niskobudżetową produkcję, a tu znana obsada i wysoki budżet. Nie jest to jednak film katastroficzny, pokazano parę zniszczeń, ale to za mało jak na ten gatunek. Jest to po prostu S-F i film akcji.
Trudno przyznać więcej punktów niż pięć, bo fabuła jest łopatologiczna, chwilami dziurawa, ograna do cna. Ale jest intensywnie, z dobrymi efektami specjalnymi i wszystkim tym, czego oczekuje się od rozrywkowego S-F. Nie jest więc źle, po prostu nie można się nastawiać na głębokie kino.

5/10

czwartek, 4 stycznia 2018

A Gentleman, reż. Krishna D.K., Raj Nidimoru

A Gentleman, reż. Krishna D.K., Raj Nidimoru 

Spodziewałem się jakiejś indyjskiej szmiry, ale to całkiem przyzwoity film akcji. Poziom kiczu przypomina bondy z lat 80., ale jeśli ktoś to znosi, to nie jest źle, poza tym potraktowano rzecz z autoironią. 
Wszystkie sceny są dobrze zaaranżowane, postacie zbudowane konsekwentnie i spójnie, intryga co prawda dość prymitywna, ale potrafi wciągnąć. Na niezobowiązujący wieczór przy piwie lub oranżadzie.

6/10

A Ghost Story, reż. David Lowery

A Ghost Story, reż. David Lowery

Nie jestem wielkim fanem "slow cinema", ale oglądam i o ile film jest z sensem, robię to z przyjemnością. Tym razem mamy jednak do czynienia z amerykańską imitacją takiego kina. Forma jest owszem, zadbana, choć niektóre kadry trwają mimo wszystko zbyt długo (no, chyba że ktoś doznaje mistycznych przeżyć patrząc przez minutę na ujęcie, w którym po prostu nic się nie dzieje, są i takie teorie). Mi tu jednak nie zbudowało to żadnego nastroju, nie sprowokowało też żadnej refleksji. Brak rozwiązań i niekonsekwencje (np. czego duch może dotykać, a czego nie... i dlaczego?) nie są tu dowodem stanięcia przed ciekawymi dylematami bądź paradoksami, to wygląda na brak pomysłu na sensowny scenariusz. 
Nie mówię, że jest całkiem źle, chwilami było okej, ale nic ponad to.

5/10

środa, 3 stycznia 2018

S.W.A.T.: Under Siege, reż. Tony Giglio

S.W.A.T.: Under Siege, reż. Tony Giglio

Klasyczna niskobudżetówka z przewidywalnym scenariuszem, pompatycznymi przemowami na temat wspaniałości Ameryki i dużą dawką strzelanin. Standardowa historia o oblężonej na odludziu grupie osób, poprowadzona schematycznie. Dla odmóżdżenia może być, ale nic więcej.

4/10

Logan Lucky, reż Steven Soderbergh

Logan Lucky, reż Steven Soderbergh

Komedia o przesadnie wolnym tempie (choć nie przez cały czas), co dziwne - od czasu do czasu naprawdę mnie bawiło. Scenariusz co prawda trochę naiwny (ach, żeby tak łatwo było uciec z więzienia i wrócić sobie po dwóch godzinach...), ale to film przecież nie całkiem na serio.
Dobre aktorstwo, Daniel Craig nareszcie gra typa, którego powinien grać, czyli wieśniaka i oprycha. Pozostałe role też okej. Śliczny obrazek amerykańskiej prowincji pełnej bardziej i mniej sympatycznych prostaków. 

6/10

Nails, reż. Dennis Bartok

Nails, reż. Dennis Bartok

Skusiłem się na horror i żałuję. Trudno o dobre horrory, jak wiadomo, jeszcze chyba trudniej niż o dobry western. Bez sensu, bez fabuły, jedynie operowanie makabrycznymi charakteryzacjami i "jump scars". 

3/10

wtorek, 2 stycznia 2018

Bright, reż. David Ayer

Bright, reż. David Ayer

Jak skopano świetny pomysł. Skopano go prymitywnymi sekwencjami z magią, różdżkami, innymi dziwadłami, które można było po pierwsze w ogóle wyrzucić, a ewentualnie - ciekawiej rozegrać. I tak po rewelacyjnym początku jest gorzej i gorzej. Oczywiście są analogie do klasowej rzeczywistości prawdziwego świata, ale nachalnie czytelne. Poza tym czary-mary, bzdury (dwóch gliniarzy rozwala ekipę, która chwilę wcześniej pozabijała batalion komandosów), dziwaczne dekoracje i wyzierający budżet (niski) z wielu zakamarków. Aktorstwo niezłe. Szkoda jednak utopionego pomysłu.
Aluzje do Biblii są interesujące, ale kompletnie niedorozwinięte (w sensie wyzyskania ich potencjału).
Dużo słabiej niż powinno być.

3/10

Beyond Skyline, reż. Liam O'Donnell

Beyond Skyline, reż. Liam O'Donnell

Obawiałem się niskobudżetowej szmiry, a dostałem kino co prawda drugoligowe, ale naprawdę nieźle zrobione. Co prawda bijatyki snują się do przesady. Co prawda pościgi są jedynie efekciarskie. Co prawda sterta bzdur scenariuszowych, skrótów, różnych deus ex machina, uproszczeń przy trudniejszych wątkach, itd. Ale w sumie to nieźle rozegrane kino z paroma ciekawymi pomysłami na utrzymanie napięcia.
Kosmici są stereotypowi, słabo pomyślani, ale akcja z B-2 wygląda naprawdę nieźle. I tak na zmianę jest żenująco lub świetnie. 

5/10

The Discovery (Odkrycie), reż. Charlie McDowell

The Discovery (Odkrycie), reż. Charlie McDowell

Netflix stara się o interesujące scenariusze i gwiazdorską obsadę, ale skutki wciąż są średnie. Tym razem film okazał się bombastyczny i pompatyczny, bez szczególnego przesłania i interesującej teorii, natomiast pozorujący jedno i drugie. Poza jednym Wheelmanem na razie nie widziałem niczego z tej wytwórni, co dałoby jakiejś ciekawsze przeżycie filmowe. Seriali nie oglądam, nie starcza mi czasu.
Niby wiele tu powiedziano o życiu i śmierci, a na dobrą sprawę - nic.

3/10

niedziela, 31 grudnia 2017

Highway, reż. Imtiaz Ali

Highway, reż. Imtiaz Ali

Z początku myślałem, że to będzie świetny dramat, potem, że to jakaś idiotyczna apologia syndromu sztokholmskiego, potem, że ckliwy romans, potem, że kino społecznie zaangażowane, ale naprawdę, warto poczekać do końca. Kawał filmu, w którym sens jest sumą wszystkich sekwencji, nawet jeśli w niektórych użyto tanich chwytów. Kolejny raz mamy tu do czynienia z indyjską szarpaniną na temat ich nawyków kulturowych i społecznych, ale całość naprawdę wiele mówi po prostu o ludziach i o świecie, a nie tylko o Indiach. A poza tym historia może i jest ckliwa, ale dobrze opowiedziana, do tego chwilami naprawdę mądra (pomimo, że niektóre morały są iście baśniowe). I może wciąż nie jest to arcydzieło, jednak wyraźnie powyżej średniej, którą nazywam "niezłym filmem". Siódemka będzie naprawdę sprawiedliwa.

7/10

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Salyut-7 (Salut 7), reż. Klim Shipenko

Salyut-7 (Salut 7), reż. Klim Shipenko

Nie jest to rosyjska Grawitacja, chociaż technicznie film nie jest gorszy. Do tego - oparty na prawdziwej historii, choć trudno mi ocenić na ile szczegóły się zgadzają na poziomie niuansów. Chociaż - na historycznych zdjęciach widać, że obaj faktycznie są w czapkach. 
Historia trzyma w napięciu, doskonale ukazano też realia wyścigu w kosmosie w latach 80, ostatnią radziecką próbę wyprzedzenia USA. Stroje, rekwizyty, elektronika, fryzury, specyficzne nastawienie do rzeczywistości - doskonale przemyślane. Wspaniałe zdjęcia i praca kamer. I jeśli wrócić do Grawitacji, to należą się co najmniej dwa punkty więcej.

7/10

niedziela, 24 grudnia 2017

El Bar, reż. Álex de la Iglesia

El Bar, reż. Álex de la Iglesia

Film o wielu rzeczach, a ostatecznie - o niczym. Ganiają się i uciekają, nie wiadomo przed kim. Postacie przerysowane, fabuła bzdurna, nikt się nie wysilił, żeby nadać jej choćby ślad konsekwencji i umotywowania. Ktoś, coś, skądś, po coś, jakoś, ale nic o tym nie wiemy. Wyłącznie dla tych, którzy chcą obejrzeć kolejną wersję historii kończącej się na "final girl".

4/10

piątek, 22 grudnia 2017

Seven Sisters (What Happened to Monday), reż. Tommy Wirkola

Seven Sisters (What Happened to Monday), reż. Tommy Wirkola

Wizja świata w drugiej połowie XXI w., z przeludnieniem i kontrolą urodzeń. Stawia parę dylematów i pytań o przyszłość cywilizacji, ale generalnie postawiono na akcję, niezupełnie zresztą ciekawą i sensowną.
Antyterroryści bez kamizelek kuloodpornych, jeden z nich zostaje uduszony przez dziewczynę bez żadnych umiejętności walki wręcz. Przetrwanie jednego z wybuchów – ściany się walą, stalowe drzwi wylatują z futryn, a nikt nie zginął...
Aktorka... jej zachrypnięty głos po kwadransie staje się kompletnie nieznośny, a po godzinie nie do wytrzymania. Skrzeczy, skrzypi, charczy, brzmi jak stary tramwaj na zakręcie.
Idea bliźniaczek, które są identyczne z wyglądu, ale mają kompletnie inne zainteresowania i osobowości po prostu nie zgadza się z genetyką.
Samo zrobienie sceny z siedmioma postaciami granymi przez tę samą aktorkę nie jest takie trudne przy współczesnej technologii efektów specjalnych i nie powinno rzutować na ostateczną ocenę filmu. Poza wszystkim tego rodzaju antyutopie nie są już szczególnie interesujące, nawet z gwiazdorską obsadą.
Niezupełnie mogę to polecić.

4/10

Nowhere Boys: The Book of Shadows, reż David Caesar

Nowhere Boys: The Book of Shadows, reż David Caesar

Biorąc poprawkę, że jest to kino młodzieżowe, a nawet późno-dziecięce, można wycedzić te trzy punkty, ale do bólu przypomina to wiele produkcji z lat 80. tego rodzaju, które niemiłosiernie się zestarzały i nie dają się oglądać. To też się nie dało, a przecież od czasu do czasu oglądam kino młodzieżowe, które nie odpędza mnie od monitora.

3/10

Die dunkle Seite des Mondes (Ciemna strona księżyca), reż. Stephan Rick

Die dunkle Seite des Mondes (Ciemna strona księżyca), reż. Stephan Rick

O niemożności wyrwania się z korpo-systemu.
Film, o którym bardzo szybko zapomniałem i musiałem sobie mocno przejrzeć na podglądzie po miesiącu, żeby napisać notę.

4/10

czwartek, 21 grudnia 2017

Mother!, reż. Darren Aronofsky

Mother!, reż. Darren Aronofsky

Wspaniała obsada (Lawrence wygląda bardzo sugestywnie, jej "matczyne" kształty są może z pewną nachalnością, ale skuteczne wyeksponowane), świetna praca kamery (nawet kiedy widzimy bohaterkę, widzimy ją jej oczami, a nie jakimś obiektywnym okiem kamery lub okiem kogoś innego), do tego oryginalny scenariusz, pozornie bardzo odrębny.
Pozornie, bo takie rzeczy rozegrano już w Dziecku Rosemary i poniekąd w Babadooku, rozegrano ciekawie i - co ważniejsze - to już było.
Aronofsky nie od dziś wydaje mi się hochsztaplerem. Nie wierzę mu. Świetnie opanował sposoby opowiadania banałów w taki sposób, że sprawiają wrażenie niesamowitej głębi. Zapaśnik to jedyny jego film, który zostawił we mnie ślad. Pozostałe bardzo szybko wietrzeją, nawet jeśli przez chwilę zdają się działać naprawdę mocno. Nic nie tkwi na dłużej. W Mother! mamy prostą jak drut metaforę lęków kobiety pragnącej dziecka, uzupełnioną o wrzutki "od czapy" związane z ogniem i paleniem czarownic. Można oczywiście stanąć na rzęsach i dorobić do tego jakieś łączniki oraz drugie dno, ale po co?

4/10

środa, 20 grudnia 2017

The Foreigner, reż. Martin Campbell

The Foreigner, reż. Martin Campbell

Zaleca się nieco cierpliwości, żeby docenić ten bardzo przyzwoity film sensacyjny. I dałbym mu bez wahania siódemkę, gdyby nie ilość absurdów, takich jak brak profesjonalnej ochrony, monitoringu i alarmów w sytuacji zagrożenia w domu na farmie. Takich kwiatków jest tu więcej, co psuje odbiór. Następnie - brak cieniowania, jednoznaczność osądów moralnych, dziwne "przeczucie" jednego z bohaterów, że drugi zna nazwiska (skąd niby on to wie?), szkoda. 
Po drugiej stronie oceny jest ciekawa intryga polityczna, dobrze narysowany kontekst historyczny i świetna obsada. Jackie Chan wciąż daje sobie radę, chociaż korzysta z pomocy kaskaderów. Ale to nie jest film w jego starym stylu, rzecz jest zupełnie na serio. 

6/10

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Concealed (Między prawdą a kłamstwem), reż. Shane T. Hall

Concealed (Między prawdą a kłamstwem), reż. Shane T. Hall

Film telewizyjny, dramat obyczajowy, który przez pewien czas jest także kryminałem. Intryga stworzona jest pod jeden pomysł na zakończenie, reszta jest wypełniaczem. Sytuacja jest jednak dość niecodzienna i zajmująca. Trzeba pochwalić pewną pomysłowość w idei tego scenariusza. Ale to chyba wszystko na ten temat.
Światowa premiera filmu to rok 2013, jednak w Polsce wszystko wskazuje, że dopiero 2017.

4/10

Plan B: Scheiß auf Plan A (Plan B: pieprzyć plan A), reż. Ufuk Genc, Michael Popescu

Plan B: Scheiß auf Plan A (Plan B: pieprzyć plan A), reż. Ufuk Genc, Michael Popescu

Kolejny sentymentalny film o klimacie lat 80., trochę komedia, trochę kryminał, trochę sztuki walki. Nie jest to na pewno tak udana realizacja jak Turbo Kid czy Jeeg Robot, jednak warta uwagi, ponieważ klimat jest wychwycony naprawdę nieźle. Co ciekawe, najprzyjemniejsze dla oka tego typu obrazy powstają poza USA, tym razem w Niemczech. Mamy tu jednak pełno imigrantów, chyba ani jednego rodowitego Niemca. Może to oddaje jakąś prawdę o tym kraju, ale oglądało się trochę dziwnie.
Poza tym okej, nie tylko z powodów sentymentalnych.

5/10

Redistributors (Redystrybutorzy), reż. Adrian Tanner

Redistributors (Redystrybutorzy), reż. Adrian Tanner

Nie ma żadnego sensu oglądania tego nadętego i bzdurnego filmu.

3/10

Terminus, reż. Marc Furmie

Terminus, reż. Marc Furmie

Niewiele brakowało, żebym napisał, drugi raz w ciągu paru dni, że kolejne rozczarowanie z Australii, ale nie jest tak źle. Weźmy pod uwagę, że to najwyraźniej kino o mocno okrojonym budżecie, współczesna klasa B, może... B+. I przy tym obostrzeniu dostajemy film w sumie nawet dość interesujący, choć poza "baśniową" opcją kontaktu z kosmitami (w roli jakiegoś rodzaju organicznego bóstwa, czy też dziwacznej natury "mesjasza") niewiele tu ciekawej teorii, a tym bardziej filozofii.
Dla miłośników bądź kolekcjonerów tego typu obrazów.

4/10